Nie wiem czy podobnego tematu gdzieś już nie było. Nie pamiętam, jak coś to powiedzcie.
Otóż, czy byliście kiedyś w takiej sytuacji, kiedy wszystko Wam się zawaliło? Kiedy wszystko, co miało dla Was wartość, sprawiało, że chce Wam się żyć, zniknęło? Nie mam tu na myśli chwilowych dołków, ale jakieś poważne, trudne życiowe sytuacje. Jak z tego wyszliście? Słucham :-)
_________________ [b][i]Każdego dnia się rodzę, wstając ze swego grobu
Goniąc za szczęściem gubimy własny rozum
Ciężkie powietrze nie da spokojnie spać
Żyjemy, umieramy i tak każdego dnia[/b][/i]
Chyba ciągle trwa... ale jakos czlowiek musi sobie radzić. Natrudniłem sie w prosektorium, to mnie wycisza, uspakaja.... Wogole ludzie ktorzy nie zyja uspakaja, uwielbiam patrzec jak kroja czlowieka, jak wyglada on jakby wszytsko czul... " I nawet stoczyć się na samo dno, czasami wolę to niż czułosc waszych obcych rąk.."
Hail88 - wbrew pozorom poszedłeś na łatwiznę, bo patrzenie na sekcję martwego człowieka, a na zabiegi wykonywane na żywej osobie, to nie to samo, a ta druga rzecz jest jednak jakby bardziej "odważna".
Cóż, na dnie nie byłam - na krawędzi i owszem, a że z nikim tu nie jestem na tyle blisko, to nie mam zamiaru opowiadać, co to było Ważne, że wtedy byli przy mnie rodzice.
_________________ "When you say to me 'fuck you' say it LOUDER!"
chyba nie miałam czegoś takiego. Owszem były chwile, kiedy wszystkiego mi sie odechciewało, nie widziałam dalszego sensu bycia tutaj, ale nie było to spowodowane jedna rzeczą tylko kilkoma czynnikami: wiek dojrzewania, problemy w szkole, ze znajomymi, ciągłe kłótnie rodziców. Teraz myślę, że najgorsze dopiero przede mną, ludzie mają dużo gorsze sytuacje, są nieuleczalnie chorzy, tracą swoich najbliższych, są pozbawieni całego dorobku. Na szczęście mnie to jeszcze nie spotkało.
_________________ "Nie kocham jeszcze, a ranki już moje
O snach mych dziwnie wstają zadumane,
Już chodzą za mną jakieś niepokoje,
Już czegoś pragnę i czegoś się boję
W noce niespane..
I już na ustach noszę ślad płomienia
Jego imienia."
Największy dół przeżyłam w wieku 15 lat. Taki mega dół. Trwał przez dwa miesiące, sierpień i wrzesień, dwa najgorsze miesiące mojego życia. Potem stopniowo z tego wychodziłam, nie sama,ktoś mi pomógł, myśle, że samej, byłoby mi dużo gorzej.
Potem były już tylko takie mniejsze doły, chociaż ciężko było też zaraz przed moją maturą.
Nie jestem silna, nie potrafie radzić sobie w takich sytuacjach i mam nadzieje, że nie często bede musiała się z nimi zmagać.
_________________ [color=#359E99][b]Bo dam Ci
Przewodnik po chmurach
Ze wszystkich
Dokładny - najbardziej
I jeśli kiedyś zapragniesz
To w chmurach
Z pewnością
Mnie znajdziesz.[/b][/color]
Mój największy dół, taki poważny był w zeszłe wakacje. Wtedy wszystko się zawaliło, dwa samobójstwa w najbliższej paczce + moje problemy z wagą i zdrowiem + wiadomość, ze on przeprowadza sie na drugi koniec Polski. Był czas, że nawet na chwilę nie wychodziłam z pokoju i całe dnie ryczałam jak głupia. Ciężko było z tego wyjść, oj ciężko bardzo, ale udało sie, pomogli najbliżsi, ale nie tylko. [quote="~biała~"]Nie jestem silna, nie potrafie radzić sobie w takich sytuacjach i mam nadzieje, że nie często bede musiała się z nimi zmagać.[/quote]
Mam to samo...
Wiele było jeszcze takich trochę mniejszych, ostatni skończył sie niedawno, też było nie najlepiej, pomogła w dużym stopniu jedna osoba stąd;).
_________________ [i]Był jak mgła- niewidzialny, tajemniczy.
Był jak kruchy róży kwiat - delikatny...
Był jak cichy wiatr,
Całkiem wolny lecz samotny,
Jak ocean bez dna nieszczęśliwy.
Mówił, że to nie jego świat.
Pragnął wrócić tam, gdzie się rodzi dusza.
Gdzie zostawił tą najważniejszą rzecz
Wielką przyjaźń i miłość ponad śmierć...
[/i]
Nigdy nie byłam w takiej sytuacji. Staram się czerpać z życia jak najwięcej, praktycznie zawsze jestem szczęśliwa, nawet, gdy płaczę. Szczęście nie ulatuje ot, tak, po prostu. To, że coś mi nie wychodzi, nie znaczy, że muszę się od razu dołować.
Nie przeżyłam nic, co spowodowałoby u mnie załamanie.
_________________ [color=#000000]W tym cho[/color][color=#666464]robliwie zdro[/color][color=#969595]wym świecie ży[/color][color=#AAA6A6]ć jak najw[/color][color=#C6C6C6]iekszą s[/color][color=#CFCFCF]chizą...[/color]
[img]http://img383.imageshack.us/img383/6853/1501434148401879c336egp2.gif[/img]
Nie miałem takich chwil nigdy. Przez moją cholerną bestroskę nawet nie przeżyłem krótkotrwałych dołów. Ale wiem, że nie zawsze tak będzie. Wręcz czuję, że w przyszłości coś będzie chciało mnie złamać i zniszczyć. Tylko, że się nie dam. Spadnę na dno, ale się nie połamię, potrafię latać z urwanymi skrzydłami, z takim mottem idę przez życie i wiem, że ze wszystkiego wyjdę jako zwycięzca.
_________________ I belive I can fly I belive I can touch the sky
Prawo powinno być jak płot: żmija się prześlizgnie, tygrys przeskoczy, ale bydło nie przejdzie - przysłowie chińskie
Owszem. Bo jak już coś się wali, to za tym wszystko - jak domino.
Na początku długo nie mogłam sobie poradzić. Spowiadać się nie będę, bo po co. A potem poznałam pewnych ludzi i to dzięki nim jakoś podniosłam się na nogi i nabrałam tyle siły, by iść samodzielnie. Szkoda tylko, że z niektórymi z nich nie utrzymuję już kontaktu. Wiem jednak, komu to zawdzięczam i zawsze będę pamiętać. :-)
Czasem wystarczy po prostu świadomość, że ktoś jest przy Tobie, że możesz mu wszystko powiedzieć i zaufać.
_________________ [color=#666699]nim zaklniesz się, żeś jego
drżąc przy tym i wzdychając,
a on miłość ci przysięgnie
niczego już nie tając,
pamiętaj tylko o tym, że
jedno z was na pewno łże.[/color]
Trwal od 15 do 18 roku zycia, po rozstaniu sie rodzicow.
Reszty nie powiem, bo po co.Nie ma potrzeby.Ale bylo ciezko.
_________________ NOWE,PIEKNE,CUDOWNE FORUM VETO
[b][color=orange]Na forum zawsze się znajdzie jakiś smutny fajfus, który będzie mówił co trzeba
robić i jak trzeba żyć, bo akurat wstał lewą nogą albo zaczepił chu...em o
sprężynę w materacu.[/color][/b]
raczej miałam, ale za bardzo już nie pamiętam. Ostatnio moje życie zawaliło się po wylocie Arka do Niemiec, jak to było mi ciężko znieść to wszystko, bo nadal coś do niego czułam, ale cieszę się, że mam Sławka i teraz jest mi dobrze- przynajmniej się tak nie stresuję jak byłam z Arkiem
_________________ Przyjaciele są jak ciche anioły, które podnoszą nas, gdy nasze skrzydła zapomniały już latać.
Miłam raz bardzo poważną sytłacje... to było po tym jak jedna osoba mnie dośc boleśnie zraniła psychicznie i fizycznie, osoba której ufałam.... Załamanie trwało około pół roku, przez 6 miesięcy chodziłam i sie uśmiechałam i udawałam, że wszytsko jest OK bo nikt o tym nie wiedział, gdy byłam wśród ludzi byłam wesoła, taką udawałam, gdy zostawałam sama towarzyszył mi płacz...
Przełomowy moment nastąpił po 6 miesiącach, gdy zaczełam mieć problemy z chłopakiem i zaczął mi doskierać ból starty bliskiego członka rodziny w dzieciństwie... Przełomowy moment był taki iż próbowałam popełnić samobójstwo, łykama tabletki i alkohol, w pewnym momencie obudziłam się, że nie mogę tego zrobić mojej rodzinie i nie zjadłam do końca tabletek... Skończyło się wymiotowaniem na szczęście. Wtedy zdałam sobię sprawę jakie życie jest ważne, że ja jednak znacze dla innych wiele i że nie dam się temu dupkowi tak łatwo poddać i że musi zapłacić za swoje...
Dość dziwne wyjście z dołu ale pomogło, zaraz po tym zaczełam rozmawiać o tym z moja przyjaciółką, która pomogła mi wyjść z tego....
Hm, to bylo blisko rok temu kiedy nie dość, że rozwodzili się moi rodzice to jeszcze bardzo bliska mi osoba popelnila samobójstwo. Bardzo pomogla mi wtedy moja Przyjaciólka, której każdego dnia dziękuję, że wtedy byla przy mnie. Nadal wszystkie te wydarzenia gdzieś tam we mnie siedzą, ale mój stan jest już zdecydowanie lepszy.
Ostatnio zmieniony przez a ja taka rozczochrana? Sob 24 Maj, 2008 17:56, w całości zmieniany 1 raz
Miesiąc temu mój Tata zmarł... Pojechał do Niemiec aby zapracować. Wyszedł na dwór i zasłabł. Przez 2 tygodnie leżał w Szpitalu w Niemczech. trudno było przewieźć go do polski. W końcu udało się. 3 miesiące leżał w śpiączce.Przyjechała do niego jego Matka. A na następny dzień już nie żył. Do tej pory sobie z tym nie radzę...:(
_________________ Wszystko się sypie.Wszystko się zmienia...pozostają tylko wspomnienia To co było...już nie wróci =(
bardzo współczuje osobą, które mają takie problemy jak te powyżej
to jest najokropniejsza rzecz w życiu, dodatkowo trudno jest z tego wyjść i w takich sytuacjach są tylko dwa wyjścia podnieść sie i żyć dalej, ale to jest bardzo trudne
albo po prostu poddać sie i skończyć ze sobą, ale to też nie jest łatwe można też skrzywdzić przez to innych ....
Nie możesz pisać nowych tematów Nie możesz odpowiadać w tematach Nie możesz zmieniać swoich postów Nie możesz usuwać swoich postów Nie możesz głosować w ankietach Nie możesz załączać plików na tym forum Nie możesz ściągać załączników na tym forum